hotele warszawa -
swe zgnuśniałe legiony z wygodnego garnizonu w Tol Honeth i zagnał je do pracy przy budowaniu traktu biegnącego od ujścia rzeki Nedrane do Tol Yordue. Dzięki tej budowie wzdłuż całego wybrzeża powstały obozowiska legionistów, z których łatwo było dotrzeć do miejsc tradycyjnych ataków Chereków. Korsarze zaczęli napotykać coraz silniejszy opór na brzegu. W końcu Cherekowie uznali, że wypełnili już religijne zobowiązania i czas poszukać sobie innej rozrywki. Ran Borune był pierwszym ze swej rodziny na imperialnym tronie, toteż cały pałac nadal roił się od Vorduvian, którzy mieścili się
na skali od szubrawców po zwykłych rzezimieszków. Na Vorduvianach duże wrażenie zrobił zawiły spisek Ctuchika z początków dwudziestego czwartego wieku. Nieustanna arendyjska wojna domowa stwarzała im rozliczne okazje do czerpania wręcz nieprzyzwoitych zysków, głównie z handlu bronią. Pokój Polgardy osuszył te źródła dochodu, a moje imię przeklinano od Tol Yordue po Tol Horb i Tol Honeth. Bounrnowie byli rodem z południa, więc z racji swego geograficznego położenia nie byli zbytnio zaangażowani w handel bronią z Arendią, toteż Ran Borune nie miał powodu, by włączać się w różne egzotyczne
pomysły rozwiązania tego problemu, jakie podsuwali Vorduvianie, Horbici i Honethitowie.
Było chyba około 2560 roku. Cherekowie już uznali, że najeżdżanie wybrzeża Tolnedry przestało ich bawić. Wówczas to owe trzy roty postanowiły wprowadzić trochę zamieszania w Arendii. Wkradli się we względy ówczesnego księcia Mimbre, młodzieńca o imieniu Baleron, i otworzyli przed nim szkatułkę, którą uznałam za zamkniętą na zawsze. Zaczęli od tytułowania go „wasza wysokość", wyjaśniając, że skoro Mimbre było największym z czterech księstw, książę Mimibre jest w rzeczywistości królem całej Arendii, oczywiście gdy tylko upora się z przyłączeniem hotele
warszawa reszty ziem. Na szczęście górę wzięło staranne wyszkolenie, jakiego udzieliłam arendyjskim książętom Saleron, jedynie w towarzystwie kilkuosobowej świty, przyjechał późną wiosną do mego dworu, aby przedyskutować ten temat.
- Mniemam, iż powinienem omówić to z tobą, nim wdam sie w owo przedsięwzięcie, wasza miłość - przyznał szczerze, gdy byliśmy się sami w mojej bibliotece.
Saleron był miłym chłopcem, ale okropnie mało pojętnym. Można powiedzieć, że pytał mnie o zgodę na wypowiedzenie mi wojny Nie wiedziałam, czy wybuchnąć śmiechem, czy wściekłością. Opanowałam się jednak i ostrożnie - oraz powoli -
wyjaśniłam mu, co tol-nedrańscy „przyjaciele" chcieli osiągnąć.
- Tej możliwości nie rozważałem, wasza miłość - rzekł. - Pomyślałem, iż skoro rozumowanie tolnedrańskich wysłanników rozsądnym się zdaje, temat ten należy przedstawić Radzie Arendów tego lata. Zaiste myślą moją było, iż po wyjaśnieniu tobie i mym drogim braciom z Wacune i Asturii materii tej sprawy, królem Arendii ogłoszony zostanę przy ogólnym przyzwoleniu, skutkiem czego uniknie my popsucia naszych serdecznych stosunków.
Westchnęłam ciężko. On był naprawdę absolutnie szczery!
- Mniemam, iż doszukałaś się, pani, skazy w tej wspaniałej propozycji - zauważył ze zdziwieniem.
- Kochany
Saleronie - powiedziałam najłagodniej, jak potrafiłam - co byś rzekł, gdyby Nanteron z Wacune lub Lendrin z Asturii przybyli na spotkanie tego lata i ogłosili, że każdy z nich jest urodzonym królem Arendii?
- Natychmiast powziąłbym podejrzenie, iż obaj zmysły postradali, lady Polgardo. Deklaracje takie zaiste niedorzecznością by były - Wtem nikły przebłysk zrozumienia zaświtał w jego oczach.
Odruchowo objęłam i przytuliłam zaskoczonego młodego księcia.
- Twa decyzja, aby przyjść do mnie, nim poruszysz tę sprawę na posiedzeniu Rady Arendów, jest zaiste przebłyskiem prawdziwego geniuszu, Saleronie - pochwaliłam go.
- Jednakowoż opiniata
-
|